- Naprawdę jesteś dziwny.. – wyszeptałam, przymykając powieki i wsłuchując się w powiew wiatru, który w oddali niósł za sobą kolejne tajemnicze wydarzenia. Słyszałam krzyk kobiet, pisk, a potem martwą ciszę. Z jednych ust wydobywał się głośny ryk, a drugie milczały, umierając w katuszach.
- Nic nie rozumiem.. – podniosłam się, ręką odszukując serca i przykładając. Biło szybko, przerażone spoglądając w okno. Poczułam wokół dłoni, delikatny powiew który otoczył mnie i pieścił w swoim tempie. Powoli, szybko, a na sam koniec znikł i powędrował w stronę wschodu.
- To niemożliwe.. – wyszeptałam.
Pod brzozą znajdował ciemny napis, oznaczony śladem krwi. Wyobraźnia powodowała, że widziałam przed oczami dzikie zwierzę, zbliżające się w kierunku ofiary i rozrywające na kilka części.
Przełknęłam z trudem ślinę, bladnąc. Wyrazy na drzewie wydawały mi się rozdwojone, coraz bliższe. Odsunęłam się powoli, upadając i odczytując z pamięci słowa: Jane.. Twój dzień ostateczny wybije dnia 21 września 2012 roku. Masz tylko miesiąc na przetrwanie, dzisiaj mija pierwszy dzień podpisania kontraktu ze śmiercią.
Wydawało mi się, że w oddali słyszałam głośny śmiech. Kiedy się unosiłam napis na drzewie zanikł, a na trawie dostrzegłam brązowego misia, którego podarowałam przyjaciółce w dzieciństwie.
- Mamo! – wykrzyknęłam, podbiegając do drzwi. Głośno uderzałam w nie, próbując otworzyć. Nikt nie odpowiadał, a tajemnicza aura otoczyła pomieszczenie. Dotykała stopami ziemi, zbliżając się do mnie.
- Ma..mamo.. – ledwo wymówiłam słowo, przerażona. Drżałam, próbując zasłonić ciało. Chłód rozchodził się coraz bliżej mnie, a piskliwy odgłos nucił kołysankę pożegnania.
- Po..pomocy..
Cień znajdował się za mną i uśmiechał bardzo szeroko. Nie miałam odwagi odwrócić się, ale poczułam, że ciało opada bezwładnie na podłogę i usypia w objęciach Morfeusza.
Uchyliłam powoli powieki, stykając się z odblaskiem słońca poprzez okno. Czułam dziwny niepokój, samotność i pustkę. Nie odczuwałam od tak dawna żadnych z tych odczuć, że pozwoliłam unieść się lekko i rozszyfrując ukośnym spojrzeniem tajemnicze miejsce. Delikatny wiatr pieścił skórę, a dłonie non stop próbowały, uwolnić się z przymocowanych kajdanek.
Nie rozumiałam do końca, dlaczego znajduję się tutaj? Jaki cel był gry? Chyba żaden, tylko ktoś albo coś pragnęło zlikwidować ofiarę własnego oblicza.
- Gdzie jestem? – wydukałam, przełykając ślinę i nawilżając zeschnięte wargi. Usłyszałam zamiast odpowiedzi kroplę wody, która odbiła swój cień w kałuży i upadła z hukiem. Podskoczyłam, uderzając się w plecy i w ramiona na których pozostawiłam maleńki czerwony ślad.
- W komnacie „Pokusy” – odparło echo, jakie swoim piskliwym głosem, rozniosło się wśród ściany, a potem tuż przy mnie.
0 komentarze:
Prześlij komentarz